Otwartość, pozytywność, bycie na "tak" - jakby zebrać esencję poradników coachów i "kałczów" składałaby się generalnie z takich haseł. Nie chcę się jakoś specjalnie czepiać, po prostu wyciągam przyziemny wniosek, że to nie takie proste, by iść przez życie wyłącznie z tak idealną pieśnią na ustach.
Przemieszczając się dzisiaj z rana wrocławskimi ulicami piechotą, starałem się podzielić uwagę na to, by nie wdepnąć w psie kupy i wysłuchać ciekawej koncepcji dotyczącej emocji, które typowo zakwalifikujemy do kategorii tych złych. Udało się jedno i drugie.
Szarpią nami różne schematy utrudniające relacje i całe życie. Poczucie niższości, zazdrość, irracjonalne wybuchy gniewu, wstyd - wszyscy jesteśmy w stanie coś dodać do tej listy. Nie rozmawiamy o tym przeważnie z nikim, a wewnętrzny monolog związany z tymi sprawami bywa nieprzyjemny albo wręcz dołujący.
Jeden ze znanych nauczycieli medytacji, Tsoknyi Rinpoche, wypowiedział głośno coś, co nurtuje chyba wszystkich próbujących tej sztuki. Tradycyjne, intelektualne nauczanie medytacji nie działało - studenci rozumieli koncepcje głową, ale utykali w tych samych emocjonalnych wzorcach. Rinpoche zaproponował, by nazwać je "pięknymi potworami". Nie uciekamy od nich, nie walczymy, tylko się z nimi spotykamy.
Ćwiczenie nazywa się "handshake" - podanie dłoni pięknym potworom.
1. Nie tłumimy trudnej emocji, nie walczymy i nie wypieramy się jej, i co najważniejsze: nie oceniamy.
2. Podajemy potworowi_ce dłoń, witamy się z ciekawością zamiast oporem.
3. Komunikujemy się, czyli prowadzimy dialog z potworem, może się czegoś nauczymy.
Wygląda na to, że potworom trzeba dać żyć. Tak strasznie wyglądają? No cóż, może uzębiona paszcza zacznie przypominać uśmiech, tyle że z pełnym uzębieniem. Może jedno oko w głowie bardziej przypomni Minionka, a rozcapierzone szpony złagodnieją jak gałęzie wierzby po wietrze.
Zagadaj do swoich pięknych potworów, żyjesz z nimi bez przerwy.
Czas ośmielić się, któraś ze stron tradycyjnie powinna wyciągnąć rękę pierwsza.
Najrozsądniej jak będziesz to Ty.
Bartosz Zamirowski
PS
Tsoknyi Rinpoche to tybetański mnich, który zrzekł się ślubów - ożenił się i ma dwie córki. Musiał oswoić monstra tradycji i obrazy rytuału, bo już w wieku 8 lat uznano go za cudowne dziecko i wcielenie znanego mistrza medytacji. Drogi do wewnętrznego spokoju mogą być bardzo wyboiste i przypominać podróż z bandą pięknych potworów.
A tutaj wersja do słuchania i oglądania:
